Karta z Klancykiem

Z Klancykiem w Teksasie

Na przełomie sierpnia i września odbyła się 15. edycja Out Of Bounds Comedy Festival w Austin. Festiwal przez lata wzrastał razem z powiększającą się sceną komediową w tej studenckiej stolicy Teksasu. Tak na marginesie, to już od jakiegoś czasu mówi się, że w Austin jest więcej działających grup niż w Chicago, choć scena jest dużo młodsza.

Tegoroczna edycja, to jak sami organizatorzy zaznaczają 500 komików z całego świata (choć ten świat to w zasadzie USA, Kanada, UK i Polska), 130 spektakli i pokazów, 10 scen rozsianych po mieście i huragan Harvey, który szalał nieopodal. Huragan, o katastrofalnych skutkach dla Houston, w oddalonym o 250 kilometrów Austin akurat okazał się zbawieniem, bo dzięki niemu temperatura obniżyła się do 30-kilku stopni celsjusza, co o tej porze roku tam jest rzadko spotykaną zimnicą.

The New Movement
The New Movement Theater

A zatem przylecieliśmy bez spodziewanego wpadnięcia w oko cyklonu. Mimo późnej pory, spotkało nas miłe przyjęcie, ponieważ odebrała nas osobiście Ruby Willmann, dyrektorka festiwalu, i zawiozła do domu w którym mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Naszą gospodynią była Tatiana Jitkoff i naprawdę nie mogliśmy lepiej trafić. Tatiana jest aktywną improwizatorką ale też prowadzi z sukcesem własny biznes w nieruchomościach. Mieliśmy do dyspozycji sporą część jej dużego domu bardzo blisko centrum miasta. Do tego Tatiana jest uosobieniem Austin – łączy w sobie hipsterstwo tego studenckiego miasta (ciągle ktoś u niej koczuje, np. my) z teksańskim duchem (ma kowbojskie kapelusze, strzelbę i tańczy honky-tonk w skórzanych kozakach). Jej mieszkanie było tak fajne, że czasami nie chciało nam się z niego wychodzić, tylko oglądaliśmy durne rzeczy na Roku TV i dyskutowaliśmy z Alexą, czyli wirtualną asystentką Amazona, ukrytą w okrągłym świecącym pudełeczku, która puszczała nam muzykę, opowiadała kawały i wyłączała światło w kuchni.

Dom Tatiany
Dom Tatiany

Festiwal był przytłaczający. Nie tak bardzo jak Del Close Marathon, ale wystarczająco aby zupełnie nie wiedzieć co z nim zrobić. Było tak dużo spektakli i grup, że w końcu nie zobaczyliśmy za dużo. Dostaliśmy trzy terminy występów – w czwartek, piątek i sobotę, co było bardzo miłym gestem i okazaniem dużego zaufania aby nieznanej grupie z bliżej nieokreślonego kraju dać tak dobre terminy. Dodatkowo zostaliśmy zaproszeni aby zagrać w środę w ramach pozafestiwalowego wieczoru charytatywnego, gdzie gromadzono pieniądze na pomoc ofiarom huraganu w Houston. Zaproszenie przyszło od Aarona, lokalnego improwizatora, który kilka lat temu był z nami na kursie Harolda w iO. Dodatkowo ja i Maciek Buchwald zostaliśmy wylosowani do grania w All-Star Maestro, obok dwudziestu kilku improwizatorów, podczas którego Maciek wprawił publiczność w osłupienie gdy podczas Maestro zaimprowizował wiersz po angielsku. Ogółem, mieliśmy bardzo dużo okazji do grania i wydaje mi się, że zostawiliśmy całkiem dobre wrażenie po sobie, szczególnie po występie charytatywnym oraz po występie sobotnim, gdzie zagraliśmy Zaburzone Osobowości (Twisted Personalities). Spektakl odbył się w teatrze The New Movement, który, co ciekawe, przeniósł się do Austin z Nowego Orleanu po huraganie Katrina. Obecnie operuje w obydwu miastach (teatr, nie huragan).

21231837_10159234752295207_4089678172034207158_n

Po naszym czwartkowym występie duże wrażenie na mnie zrobiło BrainTrust, czyli trzech bardzo doświadczonych improwizatorów, którzy łaskotali mi dokładnie ten obszar mózgu, który łaskocze mi Dummy – a tak na marginesie Jason Shotts i Colleen Doyle też grali i prowadzili warsztaty na festiwalu, chociaż przez sam rozmiar tej całej hecy, nasze drogi przecięły się tylko raz, podczas imprezy. Dummy niedawno przenieśli się do LA, natomiast powiedzieli, że rozważali przenosiny właśnie do Austin ze względu na dużą i przyjemną scenę komediową.

21231991_10159234752185207_8763186102361516852_n

Nasz piątkowy spektakl odbywał się w teatrze Coldtowne, który był gdzieś na kompletnie opuszczonych obrzeżach Austin, w sąsiedztwie mega dużego sklepu z VHS-ami, gdzie spędziliśmy potwornie dużo czasu. A po nas występowała Victrola, czyli grupa robiąca improwizowane podcasty – równie głupie co śmieszne.

20170901_182252

A jak nie graliśmy albo oglądaliśmy spektakli to snuliśmy się po mieście, kąpaliśmy się w rzece, chodziliśmy do sklepów z bronią dla beki i do thrift shopów na serio. Byliśmy na honky-tonk z Tatianą i jedliśmy mnóstwo tacosów (m.in. w “Juan in a million” – kocham tę nazwę!). Austin okazało się niestety trochę przereklamowane jako oaza normalności w konserwatynym Teksasie. Tak, była tam kultura, muzyka, studenci, liberalizm i nie wyglądało to na typowe południe stanów, ale i tak wypada to blado w porównaniu do kultury w Nowym Jorku czy na Midwest.

Po festiwalu Maciek z Bartkiem wrócili do Polski a ja z Dziubakiem i żoną pojechaliśmy na roadtrip przez Nowy Orlean, Memphis, Texarkana i Dallas, ale to już zupełnie inna historia.

Road trip

Paweł Najgebauer

Comments

comments