Szukanie gry w scenie

Szukanie gry w scenie

No dobrze, o co chodzi z tym całym szukaniem gry w scenie? Co to w ogóle jest gra? W rozmaitych publikacjach na temat improwizacji teatralnej słowo “gra” jest wszechobecne i za każdym razem oznacza coś kompletnie innego. Co innego oznacza to u Violi Spolin, u Keitha Johnstona a co innego u Dela Close’a. Mamy przecież gry rozgrzewkowe, gry z publicznością, gry zbiorowe w Haroldzie, sceniczne gry znane z programu “Whose line is it anyway“… Ten artykuł będzie o czymś innym: o szukaniu gry (albo inaczej mówiąc wzorca) w scenie, czyli tego jak się uczy improwizować i pisać skecze w Upright Citizens Brigade w Nowym Jorku.

Zanim przejdę do wyjaśnień tylko zaznaczę, że nie jestem wielkim fanem tej metodologii, jednak szkoda byłoby się nie podzielić wiedzą skoro przeszedłem te kosztowne kursy… eh.

UCB Training Center

GRA w scenie

Instruktorzy Upright Citizens Brigade definiują grę jako coś śmiesznego, co można replikować. W szczególności jest to pewna niestandardowa filozofia jednego z bohaterów, niecodzienne wyjaśnienie dla zrobienia czegoś dziwnego. A zatem nie samo bycie dziwnym bohaterem jest grą ale wyraźny wewnętrzny motor postaci. Jednak zanim przejdzie się do gry, UCB stoi w zgodzie z kanonicznym nauczaniem iO i Second City – należy ustanowić bazową rzeczywistość, ugruntować scenę, znaleźć relację, kto/co/gdzie etc. W tym są do tego stopnia precyzyjni, że podczas Haroldów w UCB, po pierwszych kilkunastu sekundach można nabrać przekonania, że ogląda się materiał szkoleniowy z podstaw improwizacji. Jak mówiła moja nauczycielka, Caroline Martin, “if you’re going to a crazy town, take a local train.” (Jeśli wybierasz się do bzdurolandii, wsiądź w pociąg osobowy).

Wnętrze UCB Training Center
Wnętrze UCB Training Center

Trzy kwestie i mamy ugruntowaną scenę, czas przejść do gry! W okolicach czwartej kwestii improwizatorzy w UCB zwykle decydują się na niecodzienne zachowanie (crazy), które natychmiast jest wytknięte przez partnera (straight), który domaga się wyjaśnień. Wyjaśnieniem jest zwykle pewne przekonanie bohatera, które można powielić, rozszerzyć i przenieść na inną rzeczywistość. To, że filozofia bohatera będzie łatwo “powielalna” lub “przenaszalna” zależy trochę od intuicji improwizatora ale głównie od treningu.

Pozwolę sobie zaimprowizować tu, na łamach blogu, aby zilustrować to zjawisko:

– Dziękuję Patryku, ta kolia to piękny prezent. (kto – para)
– Pięknie w niej wyglądasz, Kornelio. Wiesz już co zamówisz na przystawkę? (gdzie – restauracja)
– Myślę o carpaccio ze strusiny. To wspaniałe miejsce na naszą rocznicę! (co – rocznica, elegancka kolacja w miłej atmosferze)
– Bardzo się cieszę! Przy okazji, czy mogłabyś pokwitować, że dostałaś ode mnie kolię? (dziwne zachowanie)
– Pokwitować? Nie rozumiem. (żądanie wyjaśnienia)
– Nie wierzę swoim wspomnieniom, więc potrzebuję dokumentacji tego co robię, podpisanej przez osoby trzecie. (wyjaśnienie = GRA)

Aby ugruntować grę (lock in the game), potrzebne są jeszcze ze 2 zagrania (game moves), przykładowo Patryk przeszukujący ogromny segregator na pytanie jak minął jego dzień albo proszący osobę ze stolika obok o dokumentowanie tego co zjadł. Straszna nuda, ale obrazuje mechanizm.

Okładka książki UCB Comedy Improvisatin Manual
Okładka książki UCB Comedy Improvisatin Manual

Jeśli ta scena byłaby w ramach pierwszego bitu Harolda, w drugim bicie niezawodnie zobaczylibyśmy Patryka w innej, zapewne poważniejszej sytuacji (heightening) gdzie musiałby sobie coś przypomnieć (np. w sądzie) lub kogoś kompletnie innego, kto używa tego samego wyjaśnienia (“nie wierzę swoim wspomnieniom”) dla innego, bardziej brzemiennego w skutkach, zachowania (np. Gombrowicz piszący swoje dzienniki codziennie od nowa).

Z drugiej strony, Patryk mógłby mieć inne wyjaśnienie dla żądania pokwitowania, np. prowadzi księgowość w ich związku i bilansuje wkład dwóch stron, albo nieustannie przygotowuje się do rozwodu, ponieważ jego rodzice się rozwiedli i uważa, że wszystkie pary muszą się w końcu rozwieść, albo nieskończenie wiele innych. Wówczas kolejne “ruchy” w grze musiałyby być odpowiednio inne aby tę grę wspierać.

Odpowiedzialność za prowadzenie gry oczywiście spoczywa nie tylko na postaci niecodziennej (crazy) ale też na tej normalnej (straight) oraz na reszcie grupy, którzy mogą ich wesprzeć poprzez walk-ony (wejścia do sceny na chwilę tylko aby wprowadzić nową informację), montaż, głosy spoza sceny, efekty dźwiękowe etc. Jest cały wachlarz możliwości aby grę kontynuować – przede wszystkim trzeba zauważać dziwność, podkreślać ją, podsumowywać, zadawać pytania uściślające oraz podsuwać kwestie, przedmioty, akcje, które mają znaczenie dla filozofii “wariata” i będą dla niego pożywką, możliwością zareagowania we właściwy sobie sposób. Szukanie tej pożywki odbywa się na zasadzie “if, then”, czyli “jeśli to jest prawdą, to co jeszcze jest prawdą”.

ucb_twarzNiemniej jednak dziwność tej filozofii musi być dla nas ciekawa, musimy chcieć za nią podążać, przyglądać się jej i ją eksplorować. W żadnym wypadku nie można porzucać tej ścieżki ani wariata wariatem nazwać i tym samym go upupić. Wysłanie kogoś na psychiatrię z wnętrza sceny jest po prostu blokiem, niezaakceptowaniem pewnej rzeczywistości i najzwyczajniej w świecie brakiem szacunku dla partnera w scenie.

UCB naciska, aby grę oczyszczać ze zbędnego balastu. Jeśli okaże się, że obydwie postaci są trochę walnięte, czyli w tzw. sytuacji “peas in a pod”, należy natychmiast jedną osobę unormalnić (lean out) a drugą ogłupieć (lean in). Jeśli to nie zadziała, zawsze można sprytnie użyć reszty świata jako ostoi normalności: “ludzie pewnie pomyśleliby, że to co robimy jest dziwne, ale ja wierzę, że …”.

Podsumowując całą filozofię: zbuduj platformę sceny -> znajdź pierwszą dziwną rzecz -> znajdź jej wyjaśnienie -> replikuj, eksploruj, wzmagaj (czyli, hehe, heighteninguj) na podstawie owego wyjaśnienia. Trzeba oddać sprawiedliwość UCB, że dobrze rozpracowało system ćwiczeń do trenowania gry. Jest to prawdziwa siłownia dla mózgu komediowego improwizatora.

Now Jork vs Chicago…

To jest bardzo techniczne podejście – sceny oparte na tak sprecyzowanej grze stają się niestety dosyć przewidywalne, przynajmniej na podstawowym poziomie, choć trzeba przyznać, że działają. Przez podstawowy poziom, mam na myśli grupy, które występują podczas Lloyd Night i Harold Night w UCB. Od prawie 20 lat UCB zapełnia sale w Nowym Jorku nawet w te wieczory i nie wygląda na to, żeby temat gry miał się wyczerpać.

Wnętrze UCB Training Center
Wnętrze UCB Training Center

W odróżnieniu od podejścia iO (prawda w scenie, relacja, wspólnota, tańczenie wokół ogniska) czy Annoyance (mocna, przegięta postać, krzyk, tańczenie wokół ogniska), UCB jest zdecydowanie za mózgowym graniem, “rozkminianiem” gry, ogólnie rzecz ujmując – za byciem w głowie. I obiecują, że to mija, po odpowiednio długim treningu wchodzi w krew i można czerpać z tego radość. Są przykłady tego, że gra może dawać radość zarówno grającym jak i widowni, ale do tego potrzeba wielu lat doświadczenia.

To ciągłe myślenie o grze, o jej heighteningu jest niczym innym jak myśleniem skeczowym. UCB, mimo, że wyrosło z tradycji iO, jest jednak bliższe filozofii Second City, czyli traktuje improwizację jako narzędzie do pisania komediowego. W sumie dlaczego nie, skoro UCB od początku swojego istnienia jest inkubatorem dla komediowych talentów, które zasilają potem telewizyjne produkcje takiej jak SNL, Broad City, Silicon Valley, Inside Amy Schumer czy Brooklyn Nine-Nine.

UCB4
UCB4

Sami założyciele teatru, tzw. UCB4 (Amy Poehler, Matt Besser, Ian Roberts i Matt Walsh) 19 lat temu nagrali dla Comedy Central swój program skeczowy o zaskakującej nazwie “Upright Citizens Brigade”, grali i pisali w wielu serialach (m.in. Parks&Rec, Veep, Comedy Bang! Bang!) a teraz wchodzą na rynek produkcji internetowych z platformą Seeso.

To, że wskazuję tu na różnice światopoglądowe pomiędzy ośrodkami myśli improwizacyjnej w USA, nie znaczy, że tylko UCB ma patent na grę. UCB niewątpliwie najlepiej, bo najbardziej ściśle, ją zdefiniowała, natomiast grupy o takim “growym” podejściu można spotkać wszędzie. Ekipy, które doprowadziły komediowe rozwijanie gry do perfekcji to nie tylko większość weekendowych teamów w UCB (np. Stepfathers, Airwolf, Law Firm), ale też dawny flagowiec iO, czyli Cook County Social Club (obecnie w Los Angeles), obecny flagowiec iO czyli Improvised Shakespeare Company (chociaż tu jest więcej niż tylko gra – jest też stylizacja i forma poetycka) oraz… fanfary… Klancyk z Warszawy (tak, tak).

…vs Warszawa

Klancyk nigdy tak na prawdę nie chciał określić, gdzie leżą jego źródła, mimo że w swoich początkach czerpał z tradycji improwizacji johnstonowskiej a po wyprawach do Ameryki eksplorował metody Dela Close’a. Według mnie jednak Klancyk w sposobie grania bliższy jest UCB niż jakiemukolwiek innemu ośrodkowi. W zamierzchłych czasach, zanim byłem członkiem Klancyka a tylko obecnym na każdym spektaklu obsesyjnym fanem, zawsze zwracałem uwagę na istotę tego fenomenu – podążanie za tym, co śmieszy członków grupy. Wydawało się to czystą anarchią i żywiołem a jednak jakby ich zapytać, to operowali pewnym szczątkowym aparatem pojęciowym. Michał Sufin na przykład nazywał tę metodę “pogłębieniem przypału” a Maciek Buchwald “podążaniem za bzdurą”. Nigdy to nie zostało lepiej określone i nie musiało bo Klancyk po prostu działał. Podejrzewam jednak, że analitycy UCB dostrzegliby w tym hołdowanie ideałom gry.

To ani nie ujmuje nic Klancykowi, mimo że nikt nie chce się szufladkować, ani nie odbiera znaczenia metodologii UCB, mimo że garstka ludzi z Warszawy na końcu świata naturalnie do tego doszła. To raczej dowodzi uniwersalności komediowych mechanizmów, przynajmniej tych, które da się nazwać, rozpisać i skatalogować.

Paweł Najgebauer

PS Do poczytania: http://splitsider.com/2012/11/improvs-babel-defining-the-game-of-the-scene/

Comments

comments