Maska larwalna

Piotr Sikora: Maska Larwalna

Wracam do tematu masek. Sporo osób wykazało zainteresowanie maską neutralną, postanowiłem więc nieco pogłębić temat z tą intencją by pokazać wam zarówno piękno tego czym jest maska w moim rozumieniu jak i jej ogromny walor w edukacji każdej osoby zajmującej się pracą sceniczną. Chce wytłumaczyć na czym polega podróż maski i ewolucja jej kształtu. Zaczniemy więc od narodzin kształtu, od larwalnego początku przez maskę ekspresyjną na której pojawia się już historia i wyrazistość postaci, przez półmaskę, która zyskuje głos aż do najbardziej uroczej maski z wszystkich masek i przy okazji najmniejszej- maski clowna, reprezentowanej przez mały czerwony nosek- istoty która mieszka w każdym z nas, a niestety została tak okrutnie potraktowana przez stereotypy i rozpowszechniona jako głupek na monocyklu, rzucający tortem. Podczas gdy klaun to głęboki rodzaj sztuki, postać zbudowana na naszej własnej osobowości. Każdy go ma, pytanie tylko czy potrafi go znaleźć. Droga do niego to ekscytująca podróż w głąb swojej własnej dziecięcości, niepowagi i samoświadomości. Gag, tak często utożsamiany z klaunem jest czubkiem lodowej góry, pod którą skrywa się głębia i mądrość klauna. Ale zacznijmy od samego początku, jeszcze nim dotkniemy larwalności, tak by zrozumieć skąd się bierze. Wróćmy do wspomnianej już w poprzednim wpisie, potęgi maski neutralnej, królowej wszystkich masek. Bo pod każdą maską którą opiszę, zawsze jest maska neutralna, pokazująca przestrzeń w jakiej znajduje się nasz bohater.

Maski Larwalne
Maski Larwalne

Wszystko zaczyna się od kształtu. Neutralność, jak już pisałem jest ideą absolutną, czymś na kształt pierwotnej magmy z której dopiero wyłania się kształt. W masce neutralnej przestajemy istnieć jako osobowość. Aktor podczas treningu zaczyna od poszukiwań neutralności swojego ciała po to by móc, osiągnąwszy swój punkt zero, zacząć nadawać kształt postaci. W masce neutralnej znikamy jako człowiek, nie jesteśmy żadnym bohaterem. Jesteśmy Człowiekiem.

Oki, mamy to (choć studium neutralności to niekończąca się droga, trochę jak joga, gdzie ciągle wracamy do tych samych asan a jednak zawsze znajdujemy nowe rozwiązania. Ciekawych odsyłam też do poprzedniego wpisu gdzie dokładniej opisuje neutralność). Co dalej?

Maski Larwalne
Maski Larwalne

Dalej zaczyna rodzić się kształt. Jest bardzo gładki i delikatny. Wyobraźmy sobie trójkąt. Kąty tworzą coś straszliwie wyraźnego, są bardzo ekspresyjne i silne. Larwalność jest delikatna, to sam początek, trochę bardziej jak kamień w rzece tak wymodelowany przez nurt rzeki, tak że jest gładki i nie zdradzający żadnych wyrazistych linii. Trochę jak dziecko. Niewinny. Jak gdyby zarys postaci. To maska larwalna. Bez przeszłości, bardzo mocno tu i teraz. Dopiero wyszła z portalu z innego wymiaru i wszystko co spotyka na ziemi jest nowe i fascynujące, zagadkowe. Trochę przypomina logikę kota który potrafi się zadziwić faktem, że zrzucił donicę ze stolika i próbuje bezskutecznie zrozumieć dlaczego wszystko rozbryzgło się po podłodze. I z chęcią zrobi to jeszcze raz, nie łącząc za bardzo skutków swoich działań, albo połączy je i uzna że to naprawdę niesamowita zabawa. Choć nie do końca wie co za tym stoi, że ktoś musi napełnić ja ziemią po coś i w jakimś celu tam stoi. Z wielka chęcią zrobi to kolejnych sto razy. Dlaczego na niego krzyczą? To też nie do końca zrozumiałe by połączyć ten fakt z donicą, bo to przecież naprawdę super fajne zrzucać donicę, jak można tego nie rozumieć? Maski larwalne mogą mieć negatywne emocje, niemniej są bardzo niewinne nawet w swoim mroku. Można by powiedzieć że są głupie, ale to chyba by je obraziło. Są po prostu bardzo mało świadome. Na ich twarzy nie znajdziemy historii, bruzd ani zmarszczek. Skąd się wzięły?

Piotr Sikora w masce larwalnej
Piotr Sikora w masce larwalnej (fot. Ned Brauer)

Tu trzeba zrobić małą dygresję i sięgnąć do początków działalności pedagogicznej Jacquesa Lecqoqa, który wywarł ogromny wpływ na współczesny teatr ruchu i reaktywację sztuki masek. Zainspirowały go maski używane w Szwajcarii podczas jednego ze świąt czy też festiwali. Przede wszystkim odkrył, że maski są wspaniałym narzędziem w nauce aktorów. Że w grze w masce nie chodzi tylko o to, żeby zdobyć techniczny skill odgrywania spektakli maskowych, ale po to by przez naukę gry w niej, stać się lepszym aktorem. Nawet grając bez maski, mieć świadomość swojego ciała i umieć zakładać niewidzialne maski. Lecoq zauważył, że po tym jak aktor założy maskę, znika jego twarz, a przez to jest zmuszony używać swojego ciała by móc cokolwiek wyrazić. To ogromne odkrycie ponieważ bardzo często zamykamy się w mimice twarzy by oddać emocję, a tutaj po prostu nie ma takiej możliwości. Nie chodzi też od odegranie pantomimą tego co czujemy. Chodzi o to żeby postać zamieszkała w ciele. Może być przerysowana, może być subtelna, ale jak się okazuje ciało jako integralna całość jest tysiąc razy bardziej potężna niż sama twarz. Że jak się je uruchomi, dzieją się naprawdę wyjątkowe rzeczy (doświadczyłem tego, że skutecznie podłączając się pod maskę, która leżąc na stoliku wygląda smutno, potrafi się uśmiechać, albo złościć, choć przecież papier z którego jest zrobiona jest zupełnie nieruchomy. Jest to magia, choć na pewno istnieje jakieś wytłumaczenie). Na razie tyle dygresji.

Maski larwalne są przeciekawe. Przede wszystkim bardzo często oczy maski znajdują się gdzie indziej niż oczy i małe dziurki w masce przez które patrzy aktor. Szczerze, to w ogóle mało widać w tej masce, co dla mnie osobiście jest wyzwalające. Czułem się w niej bardziej jako artysta tworzący i zarządzający fizycznością postaci, jej logiką i emocjami, a nie jako ja. To piękne umieć grać blisko siebie, jednak dostrzegłem że taki styl grania sprawia że tracimy mnóstwo okazji do stworzenia bohatera nie zbudowanego na mnie i moich osobistych doświadczeniach. A teraz nagle stałem się bohaterem którym nie jestem, choć jestem nim bardzo głęboko, z tą różnicą że po prostu nim zarządzam. Mam komfort tego że nie gram siebie więc mogę zagrać postać, którą nigdy bym nie był w normalnym życiu. To porąbane, wiem, ale ma spory sens dla wolności artystycznej. Co on gada? Że jesteś na sto procent bohaterem, myśli nim, a jednak wciąż jest aktorem poruszającym od środka tym bohaterem? Po prostu zaufajcie mi że ma to sens – to bardzo intuicyjne. Impro w opowieści jest totalnie niezrozumiałe, jednak wystarczy zobaczyć jeden spektakl by stało się oczywiste. Podobnie jest z maskami.

Piotr Sikora w masce larwalnej
Piotr Sikora w masce larwalnej (fot. Ned Brauer)

Fakt, że oczy są gdzie indziej sprawia, że bardziej trzeba sobie wyobrazić bohatera którego gramy i zniknąć trochę jako człowiek. Jest to też wspaniałe uczucie zniknąć i urzeczywistnić się w masce. Brzmi to zapewne dziwnie, ale w praktyce jest bardzo intuicyjne i łatwo zobaczyć czy ktoś jest podłączony pod maskę i jest faktycznie bohaterem, czy jest to po prostu Piotr z kawałkiem papieru na twarzy próbujący robić dziwne przyruchy i odgrywający wyobrażenie o tym czym jest postać. To jest dość ważny temat, jakże ważny dla impro – by nie odgrywać bohatera a stać się nim. Maski idealnie pokazują kiedy się to dzieje i jak do tego dotrzeć. Maski larwalne porozumiewają się z publicznością w ciekawy sposób i jest to specyfika masek w ogóle. Mogą być zanurzone w świecie, ale co jakiś czas dokonują tzw. “take” czyli odwracają się twarzą w stronę publiczności, tak by podzielić się tym co aktualnie przeżywają. Na początku było to dla mnie trudne, bo w impro uczymy się być jak najwięcej w kontakcie z partnerem a tutaj kontakt z nim odbywał się trochę za pośrednictwem widzów. Ma to jednak głęboki sens. Maski którego tego nie robią bardzo szybko tracą kontakt z widzem i cała scena jest zupełnie nie do oglądania, widz się od niej po prostu odłącza. Jeszcze dziwniej mówi się w pół masce, ale o tym trochę później. W masce larwalnej nie mówi się nic. Jest to dodatkowy skill, ponieważ sceny które improwizowaliśmy musiały mieć inny sens niż mówiony, przy czym nie można mówić w nich nie werbalnie (przez pantomimę, czy pokazywanie rzeczy). Trzeba więc w nich zagrać np. rozstanie, albo scenę podrywu. Jest to niesamowicie piękne i ciekawe. Pokazuje też coś ważnego co mega denerwuje mnie w impro – że słowa są wtórne, że zabierają scenie cześciej niż jej dają. A sceny bez słów nie dość że są możliwe, to są po prostu dużo ciekawsze, pokazują głębię człowieka, jego los i wewnętrzne zmagania. Jest to po prostu bardziej wymagające niż zagadanie sceny słowem, a satysfakcja jaka płynie z tak granych scen, jest przeogromna.

Tyle w części pierwszej. W kolejnej opiszę kolejny krok podróży maski: maski ekspresyjne.

Piotr Sikora

Comments

comments